Mój synek to elegant

Od zawsze interesowałam się modą w szerokim znaczeniu tego słowa. Po prostu lubię ładnie wyglądać. Lubię przykuwać wzrok innych osób i nie chodzi mi tutaj wcale tylko o mężczyzn. Wzrok innej kobiety na ulicy, skupiony właśnie na mnie i moim ubiorze jest dla mnie sporym wyróżnieniem.

Dlatego, od kiedy tylko pamiętam, staram się ubierać, tak by ten wzrok przykuwać. Ktoś może powiedzieć, że staram się w ten sposób podbudować swoje ego, które i tak jest już sporych rozmiarów. A ja – z uśmiechem na ustach nie zaprzeczam. Życie w dzisiejszych czasach to zwykła gra pozorów. Udajemy kogoś innego, staramy się zrobić na innych jak największe wrażenie. Dotyczy to w zasadzie każdego, ale oczywiście nie każdy ma wystarczająco dużo charakteru, by się do tego przyznać. Ja nie mam z tym najmniejszego problemu i mówię otwarcie – kocham gdy inni patrzą na mnie z podziwem. A w jaki sposób mogę najprościej doprowadzić do takiej sytuacji? Właśnie poprzez mój ubiór. Mój styl, moje indywidualne podejście do niego, moje autorskie pomysły, po prostu moje „ja”. Dlatego też, nigdy nie wychodzę z domu ubrana w sposób niedbały. W domu – w swoich własnych 4 ścianach sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mój dom to moje prywatne królestwo. Tam nie podlegam niczyjej ocenie, nie spotykam się niczyim spojrzeniem – nie muszę nikomu nic udowadniać. Dlatego po domu chodzę ubrana w dresy. Dziurawe dresy i grube, bawełniane skarpety. Do tego ukochany kubek, a w nim gorące kakao. W ten sposób spędzam prywatne, domowe wieczory. Następnego dnia jednak wstaję bardzo wcześnie. Jeżeli muszę być w pracy na godzinę 8, to wstać muszę przed 6. Bardzo dużo czasu poświęcam na swój wygląd. Nie chcę by ktoś zobaczył moje niedoskonałości. Po raz kolejny ktoś może powiedzieć, że to jest tylko udawanie kogoś kim się nie jest. Owszem, ale pytanie brzmi: kto się o tym dowie? Nikt, właśnie dlatego, że będę przygotowana. Po tym jak sprawię, że mój wygląd będzie mnie satysfakcjonował, zabieram się za przygotowanie odpowiedniej kreacji. Wydaję na ciuchy bardzo dużo pieniędzy, ale jest to absolutnie konieczne. Tylko drogie ubrania są w stanie sprawić, że będę obserwowana i podziwiana. Taka już jestem i nie zamierzam się zmieniać. Niby dla kogo miałabym to robić? Jestem kobietą sukcesu, która sama do wszystkiego doszła. Dziś nie muszę się już o nic starać, ani o nic walczyć. Jedyne co muszę, to trzymać fason. I mi się to udaje. W zakresie mody dbam zresztą nie tylko o siebie. Jestem niejako stylistką mojego męża, a także mojego syna. Dla wielu może się to wydawać dziwne, ale zależy mi na tym, żeby wyglądali schludnie i elegancko. Dzięki moim staraniom mogę śmiało powiedzieć, że mam modne dziecko. Dziecko, które wyróżnia się na tle rówieśników swoim ubiorem. Jako jedyny z dzieciaków w swojej klasie, mój syn ma już pojęcie o szeroko pojętej modzie. Wie na czym ona polega i jak ważna jest w życiu. Widzi, co powinno się dziś nosić, a co jest obciachowe. Zanim jednak w Waszych głowach pojawi się obraz małego, rozpuszczonego potwora, musicie zrozumieć, że nie ma w tym niczego złego. Mój syn nie dokucza innym, gorzej ubranym dzieciom. Gdyby tylko przyszła mu do głowy myśl, by coś takiego zrobić, natychmiast zostałby ukarany. My po prostu ubieramy się modnie. Nie znaczy to wcale, że szydzimy z innych. Staram się wpoić mojemu synowi poczucie odzieżowej estetyki. Ma dopiero 12 lat, ale już wie, na jakich zasadach można łączyć kolory, jaka koszula pasuje do danych spodni, kiedy należy ubrać do nich pasek. Wie też, kiedy włożyć buty sportowe, a kiedy eleganckie. O to w tym wszystkim chodzi. Jeżeli rodzice innych dzieci nie czują potrzeby, by rozwijać w nich to poczucie schludności, jest to ich sprawa. Ja robię inaczej i mam do tego pełne prawo. To w końcu mój syn i moja sprawa jak go wychowam.
Jako mój osobisty sukces traktuję jednak przemianę, jaką przeszedł mój mąż począwszy od pierwszych dni naszej znajomości, aż po dzisiaj, kiedy jesteśmy 7 lat po ślubie. Od zawsze był to dobrze sytuowany człowiek. Szanowany w swojej branży, posiadający wiele znajomości. Właściciel dużej i bardzo dobrze prosperującej firmy. Dodatkowo „złoty człowiek”. Mimo wielu sukcesów na swoim koncie, nieskażony poczuciem wyższości, uczciwy – podchodzący do wszystkiego z dystansem, jednak bardzo uczciwy i ciepły wobec innych ludzi.

Od razu coś do niego poczułam, lecz w tamtych latach miał on w moich oczach jedną, dużą wadę. Jego ubiór. Mimo sporych możliwości finansowych, nie potrafił on ubrać się w sposób odpowiadający jego pozycji. Brakowało mu kogoś, kto doradziłby mu kilka rzeczy. Kogoś, kto nie bałby się zasugerować zmian w jego image. Tym kimś stałam się oczywiście ja. Z biegiem czasu, gdy nasza znajomość zawiązywała się coraz płynniej, zaczęłam ingerować w jego garderobę. Najważniejsze jest to, że nigdy nie dał mi do zrozumienia, iż nie życzy sobie by to robiła. Zaufał mi i dziś jest szczęśliwy przeglądając się w lustrze. Teraz jest to dla niego naturalne, a gdy patrzy na swoje zdjęcia z przeszłości, wręcz łapie się za głowę. Warto być modnym moim drodzy. Moda jest super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *